Case Study: Jak odzyskaliśmy 1240 zł miesięcznie dzięki jednemu filtrowi
Zauważyliśmy, że pieniądze jednego z naszych klientów z Łodzi uciekały przez dziurawy koszyk. Chodzi o reklamy Google, które zamiast do budowlańców, trafiały do dzieci grających w darmowe gierki na telefonach. Liczby nie kłamią – wycięcie jednego źródła ruchu uratowało firmie ponad tysiąc złotych miesięcznie bez straty ani jednego klienta.
Problem, który zjadał zyski składu budowlanego
W połowie października 2024 roku zgłosił się do nas pan Dariusz Gierada, właściciel składu budowlanego przy ulicy Brzezińskiej w Łodzi. Firma działa od września 1994 roku i ma się dobrze, ale pan Dariusz zauważył coś dziwnego. Wydawał na reklamy w internecie dokładnie 5500 zł miesięcznie, a telefon milczał coraz częściej. Kliknięć było mnóstwo, ale nikt nie pytał o cenę bloczków czy cementu. Co gorsza, budżet dzienny kończył się zazwyczaj już o godzinie 14:15, przez co po południu, gdy fachowcy szukają materiałów na następny dzień, firma była niewidoczna.
Zrobiliśmy szybki przegląd konta 12 października 2024 roku. Wyniki nas zamurowały. Ponad 22% całego budżetu było przepalane na tak zwane 'miejsca docelowe', które nie miały żadnego związku z budowlanką. Okazało się, że reklamy wyświetlały się wewnątrz darmowych aplikacji na telefony. Zamiast trafiać do inwestorów z województwa łódzkiego, banery z ofertą pustaków ceramicznych wyskakiwały dzieciom w trakcie układania wirtualnych puzzli lub grania w symulatory opieki nad kotem. To nie była drobna pomyłka, to była regularna strata gotówki.
W liczbach wyglądało to jeszcze gorzej. W samym wrześniu reklama wyświetliła się w grach mobilnych 18 430 razy. Kliknięto w nią 894 razy. Kosztowało to dokładnie 1240 zł i 32 grosze. Wiecie, ile z tych kliknięć przyniosło choćby jedno zapytanie ofertowe? Zero. Dosłownie ani jedna osoba nie zadzwoniła. Dzieci klikały w banery przez przypadek, próbując zamknąć reklamę, żeby wrócić do gry. Pan Dariusz płacił za każdy taki błąd małego palca na ekranie smartfona.

Gdzie dokładnie uciekały pieniądze?
Sprawdziliśmy raport miejsc docelowych. Na liście dominowały takie tytuły jak 'Talking Tom', 'Subway Surfers' czy różnego rodzaju symulatory jazdy traktorem. Średni koszt jednego kliknięcia w tych aplikacjach wynosił 1,38 zł. To może wydawać się mało, ale przy setkach kliknięć dziennie, kwota rosła błyskawicznie. Najgorsze było to, że algorytm Google widział dużo kliknięć i myślał, że reklama jest świetna. Przez to podbijał stawki i jeszcze częściej pokazywał naszą ofertę w tych samych, bezużytecznych miejscach.
Nasza analiza wykazała, że największy ruch generowały gry z kategorii 'Casual' oraz 'Dla dzieci'. W agencji Wisła Digital Solutions wyznajemy zasadę: Sprawdzamy fakty, a nie wróżymy. Dlatego nie czekaliśmy ani dnia dłużej. Usiedliśmy do komputera w naszym biurze na Piotrkowskiej i zaczęliśmy czyścić ustawienia. Musieliśmy ręcznie wykluczyć ponad 140 kategorii aplikacji mobilnych, które Google domyślnie wrzuca do jednego worka z wartościowymi stronami internetowymi.
Warto dodać, że pan Dariusz wcześniej próbował sam ustawiać reklamy, korzystając z 'automatycznych podpowiedzi'. To pułapka. Systemy często sugerują szeroki zasięg, bo to oznacza więcej kliknięć, za które płacisz. My jednak wiemy, że w biznesie lokalnym w Łodzi liczy się jakość, a nie puste cyferki. Zablokowanie wyświetleń w aplikacjach było pierwszym krokiem, żeby odzyskać kontrolę nad pieniędzmi, które pan Dariusz zarobił ciężką pracą na placu budowy.
Sprawdzamy fakty, a nie wróżymy. Jeśli coś nie zarabia, to wylewa się z budżetu jak woda z pękniętej rury.
Wprowadzenie filtrów i blokad
Działanie było proste, ale wymagało precyzji. 14 października 2024 roku o godzinie 10:00 rano wprowadziliśmy listę wykluczeń. Wyłączyliśmy możliwość pokazywania się reklam w 65 000 najpopularniejszych aplikacji mobilnych. Dodatkowo ustawiliśmy filtr, który blokuje wyświetlenia na kanałach YouTube przeznaczonych dla dzieci. W branży materiałów budowlanych takie kanały to tylko strata budżetu. Nikt nie kupuje więźby dachowej, oglądając bajkę o śwince Peppie.
Kolejnym krokiem było przesunięcie uratowanych 1240 zł na inne kampanie. Zamiast karmić gry mobilne, te pieniądze skierowaliśmy na konkretne słowa kluczowe w wyszukiwarce. Skupiliśmy się na frazach typu 'pustaki ceramiczne cena Łódź', 'beton komórkowy transport' oraz 'wełna mineralna hurtownia'. To są słowa, które wpisują ludzie z portfelem w ręku, gotowi do zakupu. Zmieniliśmy też godziny wyświetlania reklam, by działały głównie wtedy, gdy pan Dariusz i jego dwóch pracowników są w stanie odebrać telefon.
To się po prostu opłaca. Zamiast 894 przypadkowych kliknięć z gier, w kolejnym miesiącu uzyskaliśmy tylko 142 kliknięcia, ale za to z samej wyszukiwarki. Co prawda koszt jednego kliknięcia wzrósł do 2,12 zł, ale jakość była nieporównywalna. To byli realni klienci szukający towaru. Cała operacja zajęła nam łącznie 3 godziny analizy i wdrożenia, a efekt był natychmiastowy. Budżet przestał znikać o 14:00, a zaczął pracować do godziny 18:00, czyli do zamknięcia składu.

Efekty, które widać na koncie bankowym
Liczby nie kłamią. Po pełnym miesiącu od wprowadzenia zmian (listopad 2024), zrobiliśmy podsumowanie z klientem. Wydatki pozostały na tym samym poziomie 5500 zł, ale efekt był zupełnie inny. Liczba telefonów od nowych klientów wzrosła o 37%. Pan Dariusz odnotował 19 konkretnych zamówień bezpośrednio z reklam, podczas gdy we wrześniu było ich tylko 4. Średnia wartość zamówienia w tej branży to u niego około 3400 zł netto. Łatwo policzyć, że inwestycja w poprawne ustawienie reklam zwróciła się z ogromną nawiązką.
Uratowane 1240 zł miesięcznie to w skali roku 14 880 zł. Za taką kwotę mała firma w Łodzi może opłacić ubezpieczenie aut dostawczych albo zainwestować w nowy wózek widłowy. To są realne pieniądze, które wcześniej po prostu znikały w systemie giganta z USA. Dzięki naszej interwencji, każdy grosz wydany na reklamę zaczął w końcu pracować na zysk łódzkiego przedsiębiorcy, a nie na zabawę dla dzieci.
W Wisła Digital Solutions wierzymy w takie proste i skuteczne rozwiązania. Nie szukamy magicznych sposobów, tylko analizujemy dane linijka po linijce. Dla pana Dariusza najważniejsze było to, że w końcu przestał się denerwować, patrząc na puste raporty. Dzisiaj jego firma jest widoczna dokładnie tam, gdzie są jego klienci. Zrobione na czas, zgodnie z planem i przede wszystkim z korzyścią dla portfela klienta. To jest właśnie nasze podejście do marketingu.
To się po prostu opłaca. Zamiast 894 przypadkowych kliknięć, zyskaliśmy 19 realnych zamówień w jeden miesiąc.
Jak sprawdzić, czy u Ciebie też uciekają pieniądze?
Jeśli prowadzisz firmę w Łodzi lub okolicach i masz wrażenie, że Twoje reklamy Google Ads nie działają, zacznij od raportu miejsc docelowych. To najczęstszy błąd, jaki spotykamy podczas naszych audytów. W 2024 roku przeprowadziliśmy już 47 takich kontroli dla lokalnych firm i w aż 39 przypadkach znaleźliśmy podobne marnotrawstwo budżetu. Średnio firmy tracą od 15% do nawet 45% środków na niechciane wyświetlenia w aplikacjach i na śmieciowych portalach.
Wystarczy wejść w zakładkę 'Miejsca docelowe' i sprawdzić listę 'Gdzie wyświetliły się reklamy'. Jeśli widzisz tam nazwy gier albo dziwne portale z plotkami, to znak, że Twoje pieniądze są palone w piecu. Możesz spróbować to naprawić sam, ale pamiętaj, że Google co chwilę zmienia interfejs i chowa te opcje głębiej. Czasami warto oddać to w ręce kogoś, kto robi to codziennie i wie, gdzie kliknąć, żeby zawór z gotówką został dokręcony.
Pamiętaj: Zmieniamy Twoje kliknięcia w prawdziwe pieniądze. Bez lania wody. Nasze biuro przy ul. Piotrkowskiej 104 jest otwarte od poniedziałku do piątku. Zapraszamy na kawę i szybką analizę Twojego konta reklamowego. Często wystarczy jedna korekta, taka jak u pana Dariusza, żeby Twój biznes zaczął oddychać. Nie obiecujemy cudów, obiecujemy twarde dane i realne oszczędności, które zobaczysz w swoich raportach sprzedaży już po kilku dniach.



